Nudny piątek pełna gejada do południa, śmierdzi świętami, nic sie nie dzieje. Pełen spontan, godz 13.36 dzwoni Roszczu. Myśle sobie, przejebane, coś dziwnego znowu usłysze a u propozycja wyjazdu na narty. Klawo w huj. Padło na Soszów. Mega totalnie z dupy ubiór. Ja w jakimś kombinezonie z naszytym paralotniarzem, Roszczu w ujebanej kurtawie twardo ciśniemy jeździć. Na miejscu wiadomo pierwsza jest droga do kasy... Karnecik 2 godzinny za 45 złociszy, trochę boli ale jakoś zaakceptowałem. Ciśniemy dalej dostać się na krzesełko i ku naszemu zdziwieniu przechodzącemu we wkurwienie ujrzęliśmy, że nie działają bramki i wchodzi się bokiem. Nikt oczywiście nie sprawdzał karnetów. Tym oto sposobem lece Roszczowi 45 plnów... Możliwość pojeżdżenia - bezcenne.
Name:

Komentarze:

18.12.2009, 19:24 :: 83.19.62.18
roszczu
Piękną gadke wysrałeś.
Ja już sie grzeje herbą z rumem.
Mniam Mniam.
Żona mówi że mógłbyś książkę napisać.
Aha i jeszcze mówiła że fajne zdjęcia robisz.
Pozdro.